Inni kierowcy chcą mnie zabić, czyli o niedzielnych wycieczkach.

Jeżdżenie w niedzielę dla normalnego kierowcy bywa walka o życie i nerwy. Na jezdnię wyjeżdżają piękne, błyszczące, cudownie zadbane samochody, które jezdnię oglądają jedynie w niedzielne, słoneczne popołudnia. Niestety ich kierowcy na ogół też tylko od czasu do czasu wsiadają za kierownicę, stwarzając tym samym zagrożenie dla siebie, rodzin, które najczęściej właśnie wtedy zajmują wszystkie pozostałe siedzenia oraz wszystkich użytkowników jezdni. Są dwa typy takich kierowców – typ ostrożny i typ arogancki. Pierwszy może irytować, szargać nerwy i doprowadzać do rozpaczy wlokąc się po prawym pasie, nie zawsze odpalając na czerwonym czy nie mogąc zdecydować gdzie właściwie jedzie. Drugi może za to zabić, bo przekonany jest, że ma świetną furę, piękną pogodę i widownię. I że z jazdą samochodem jest jak z jazdą rowerem – obu się nie zapomina. Czy da się niedzielnych kierowców wypatrzeć na jezdni? Na szczęście, doświadczony kierowca widzi ich z daleka i jest w stanie przygotować się na ich nagłe hamowania, zajeżdżania pasa czy próby wyprzedzania. Czy jest wobec tego sposób na uniknięcie ich? Owszem, zawsze można odpuścić jeżdżenie samochodem raz w tygodniu. Pytanie tylko jak dotrzeć do pracy?

Komentarze są zamknięte.